Trzy przełęcze w Górach Sowich

Zupełnie przypadkowo padł kiedyś pomysł wyjazdu na weekend rowerowy jakąś ekipą. Przypadkowy dlatego że raczej na cały weekend w Polskę na rower rzadko dotychczas się wybierałam. Ponieważ Wrocław w mojej opinii ma doskonałe położenie to zazwyczaj wycieczki rowerowe były jednodniowe.

Bo czy to na Stawy milickie czy w góry (w Sudety) mamy dość blisko. Ale ponieważ pomysł padł, poszedł email do znajomych rowerzystów i zebrała się ekipa w składzie jakiej nigdy nie było więc trzeba było wykorzystać ten potencjał. Co do wykorzystania potencjału to było szerokie pole manewru. Część ekipy to rowerzyści mocno doświadczeni, część którym wydawało się że są dobrymi i wytrzymałymi rowerzystami i część która dopiero rozpoczynała swoją przygodę z rowerem (pewnie teraz znajomi czytając to zastanawiają się do której grupy ich przypisałam i będę mieć z tego powodu jakieś zażalenia ale cóż ….przyzwyczaiłam się). Nie wszyscy mogli/nie wszyscy chcieli wyjechać z miasta na cały weekend więc tylko najtwardsi zawodnicy wyjechali na rowerowy weekend już w piątek (ale to głównie z powodu perspektywy dłuższego spania).

W piątek po pracy sześcio-osobowa ekipa rowerzystów zapakowana w dwa auta i 2 dwa rowery w środku jednego auta i 4 rowery na bagażniku drugiego wyrusza z Wrocławia do Głuszycy (właściwie do Łomnicy pod Głuszycą). Noclegi mamy w remontowanej aktualnie agroturystyce. Widać że przed właścicielami trochę pracy jeszcze zostało ale my nie narzekamy bo warunki są przyzwoite do ceny. Wieczorem przy winku/piwku dyskutujemy nad jutrzejszą trasą bo było kilka propozycji przygotowanych wcześniej. Decydujemy się na trasę bardzo ambitną bo trzy przełęcze tj. Przełęcz Jugowska, Przełęcz Walimska i Przełęcz Sokola czyli dookoła Wielkiej Sowy.

Rano po śniadaniu gdy przygotowujemy się do trasy, zakładamy sakwy, liczniki itp. dołącza do nas reszta ekipy która mogła sobie pozwolić tylko na jednodniowy wypad na rower. Zatem krótkie powitanie, zapoznanie i ruszamy w trasę. Już po pierwszych 3km okazuje się że rower Ewy coś działa nie całkiem poprawnie bo wydaje dziwne dzięki…no ale tak bywa jak przewozi się rower w aucie i za każdym razem coś tam trzeba zdjąć później założyć a to wiadomo ze zawsze zostaną jakieś śrubki do szuflady. No ale oczywiście chłopaki (a szczególnie Rycho jak zwykle) stają na wysokości zadania i szybko diagnozują i naprawiają usterkę.

Pierwszą przełęcz na którą się wspinamy to przełęcz Sokola. Podjazdy są spore i dość wymagające, testosteron mocno z przodu (znaczy dwóch kolegów którzy chcą pokazać jak są silni i jakimi to dobrymi rowerzystami są ale jeszcze nie wiedzą że jutro będą szczęśliwi że jednak z nami nie jeżdżą i będą leczyć zakwasy gdy my tymczasem będziemy zdobywać czeskie górskie szczyty). Chyba ta pierwsza przełęcz była dla mnie najbardziej wymagająca i to prawie na jej szczycie poczułam prawie ciemność i izotonik Michała chyba mnie uratował. Wjazd na tę przełęcz był chyba najdłuższy – odczucie subiektywne, przyznaję nie sprawdzałam.

Kolejna przełęcz – Przełęcz Jugowska też mocno wymagająca. Spora stromizna i pod górkę i dość długa. Ten podjazd prawie niektórych pokonał i przeklinają po cichu tych którzy ich na tę wyprawę namówili. Po wjechaniu na Przełęcz Jugowską odpoczywamy popijając regeneracyjne napoje cieszymy się na już cudowny długi zjazd do Pieszyc który przed nami. Cudowny zjazd jest pełen zakrętów i niestety na jednym z nich Artur nie wyhamowuje albo raczej zbyt gwałtownie hamuje i zalicza mocną wywrotkę. Nie wygląda to ciekawie…prawa ręka i prawa noga cała zdarta i krwawiąca. Jakoś medycznie nikt z nas nie przygotował się na tą wyprawę więc dopiero w Pieszycach odnajdujemy aptekę gdzie możemy kupić wodę utlenioną i opatrzyć rany. Poszkodowany rowerzysta tego dnia obecnie na każdą wyprawę zabiera wodę utlenioną do plecaka. Po opatrzeniu ran i zaopatrzeniu się w napoje ruszamy w dalszą trasę. Przed nami ostatnia przełęcz tego dnia czyli Przełęcz Walimska. Kondycyjnie nie wszyscy dają radę wjeżdżać i czasami prowadzą (aczkolwiek jeśli o mnie chodzi to oddaję im szacunek że jako osoby zaczynające jazdę na rowerze zdecydowali się na taką wyprawę z nami). Za Górą Marii decydujemy się rozdzielić ponieważ część ekipy już czuje lekkie zmęczenie a druga część ekipy czuje że chce więcej. Zatem trzy osoby skręcają w stronę Glinno a pięć pozostałych dalej do Walimia. Ustalamy miejsce spotkania nad Zalewem Bystrzyckim (teraz to chyba Jezior Lubachowskie) w knajpce zwanej Fregata.

Po jedzeniu i piciu we Fregacie już wszyscy opadają z sił i nikomu nie chce się pedałować dalej. Wszak mamy już pokonane ponad 60km i to po dość górzystym terenie. No ale perspektywa że do celu już niecałe 20km i to po bardziej płaskim terenie mobilizuje wszystkich. Dosiadamy nasze jednoślady i pędząc przez Jugowice, Olszyniec i Głuszycę docieramy do Łomnicy gdzie mamy kwaterkę. Ten dzień kończymy z wynikiem 78km na naszych licznikach i satysfakcją, że jednego dnia udało przejechać wokół Wielkiej Sowy pokonując trzy wymagające przełęcze!!

Chłopaki którzy przyjechali tylko na ten dzień pakują rowery na auto i ruszają w drogę powrotną do Wrocławia a my zajmujemy się planowaniem trasy na kolejny dzień. Okazuje się że kolejna część ekipy wykręca się z jazdy rowerem i planuje latanie na Cernej Horze zatem musimy tam dojechać jutro na rowerach żeby się spotkać i wspólnie zapakować na powrót do Wrocławia.

Trasa z Pieszyc na Cerną Horą tj. do Jańskich Lazni wcale nie jest łatwiejsza niż trzy przełęcze. Jadąc tą trasą setki razy na narty w ogóle nie zwróciłam uwagi na jakieś podjazdy, zjazdy. Oczywiście perspektywa była inna bo podróż na narty odbywała się autem. Obecnie trasa rowerem okazała się zupełnie inna. Tyle podjazdów i jakich dłuuuuugich i stromych… nooo zdecydowanie świat na rowerze jest inny niż w aucie.

Ale daliśmy radę tj. Betty, Artur i ja. Trzech najbardziej wytrwałych rowerzystów 🙂

Oczywiście zakończyliśmy naszą wycieczkę w naszej ulubionej knajpce między Jańskimi a Pecem tj. „Na kopećku” gdzie dotarli również dezerterzy tj. paralotniarze.

Reklamy
Galeria | Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże, Rower. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s