Kaszuby

Po kilku latach namawiania doszedł wreszcie do skutku wyjazd rowerowy na Kaszuby.

Co roku od kilku lat na Kaszuby jeżdżą znajomi Rycha i są zachwyceni tym miejscem. Jakoś nie mogłam zrozumieć, że co roku chce im się jechać na tydzień w to samo miejsce, nie rozumiałam zachwytu dopóki sama tam nie pojechałam i faktycznie nie-zakochałam się w Kaszubach (Betty i Rycho również).

Plan był bardzo ambitny. Rycho zaplanował trasy rowerowe prawie wszystkie po ok 100 km dziennie. Zaplanowane trasy rowerowe na ok.70 km to był lajcik. Całe szczęście wiadomo było że nie będzie jeździć z nami każdego dnia bo w planach miał paralotnie.

Zarezerwowaliśmy noclegi w Wdzydzach Kiszewskich, oddalonych od reszty znajomych którzy też przyjechali tu na sierpniowy długi weekend o 15 km (znajomi nocują zawsze w Wdzydzach Tucholskich). Noclegów zresztą szukaliśmy tak żeby Rycho miał blisko do Borska na lotnisko skąd można startować na paralotni.

Noclegi mieliśmy w niedużym domku oddalonym od jeziora o ok 150-200 metrów (wystarczyło przejść przez ulicę i już była plaża, molo i jeziorko).

Z Wrocławia wyjechaliśmy po północy aby zajechać na miejsce na śniadanie. Zajechaliśmy na dość późne śniadanie bo po drodze jakiś korek. Po wypakowaniu walizek oczywiście zaraz zaczęliśmy montować sakwy na rowery żeby jak najszybciej zacząć poznawać tutejsze ścieżki rowerowe. Rycho prawie przez całą drogę mówił jaka piękna pogoda na latanie ale jednak tego dnia nie zdecydował się na paralotnie a na wycieczkę rowerową (czego oczywiście do końca wyjazdu żałował bo właśnie ten pierwszy dzień tutaj był najbardziej lotny).

Pomimo, że dość późno wyruszyliśmy Rycho chciał zrealizować ambitny plan tzn. jakaś traska w okolicach 100 km. Nie protestowałyśmy z Betty stwierdzając że zobaczymy jak to się ułoży na trasie. Pierwszy odpoczynek zrobiliśmy już po ok 7 km z uroczej przystani w Gołunie. Zatrzymaliśmy się na kawę ale ponieważ pora już była prawie obiadowa to nie pogardziliśmy drobną przekąską rybną.

Kolejnym przystankiem był dopiero Szymbark po kolejnych 40 km. W Skansenie gdzie znajduje się m.in. Dom stojący na głowie, Dom Sybiraka, Najdłuższa deska świata, największy fortepian zaczęliśmy zwiedzanie od browaru. Temperatura sprawiła że byliśmy bardzo spragnieni stąd po obejrzeniu najdłuższej deski świata skierowaliśmy się do browaru. Jak później się okazało wybór odwrotnego kierunku zwiedzania niż sugerowany był bardzo dobrym pomysłem bo po piwku byliśmy w dobrych nastrojach i zwiedzanie domu stającego na głowie odbyło się przy dużej dawce śmiechu.

Zwiedzanie wszystkich obiektów w Skansenie w Szymbarku zajęło chyba nam z 1,5 h. Ponieważ pora po zwiedzaniu Skansenu w Szymbarku była już mocno popołudniowa szybko kierowaliśmy się w stronę Kościerzyny, po drodze tylko na chwilę zatrzymując się w Brodnicy i Stężycy aby popodziwiać piękne krajobrazy. W Kościerzynie byliśmy w okolicy godziny 19 i mając już ok 80 km na liczniku. Na pięknie odrestaurowanym rynku z urokliwymi kamieniczkami i fontanną skusiliśmy się na lody i oczywiście zrobiliśmy kilka fotek z Remusem przysiadając na jego taczce z książkami.

Niestety czas tak szybko płynie (zarówno w pracy jak i na wakacjach – nie wiem gdzie szybciej) to okazało się że za późno już na zwiedzanie muzeum kolejnictwa, zwyczajnie było już zamknięte i tylko przez bramę mogliśmy zobaczyć jakieś zabytkowe lokomotywy. Do naszej noclegowni dotarliśmy tak późno że inni wynajmujący pokój w naszym domku niepokoili się o nas. No ale na licznikach mieliśmy zarejestrowane przejechane 104 km.

Kolejnego dnia wsiedliśmy na rowery też dość późno startując z Brusów jadać Kaszubską Marszrutą do Chojnic. Zielony szlak Kaszubskiej Marszruty biegnie głównie lasami i jest dość piaszczysty więc miejscami nasze rowery po prostu stawały w dużej ilości piachu. Temperatura tego dnia była w okolicach 30 stopni więc jak dotarliśmy do Chojnic gdzie na rynku była zrobiona fontanna ze zwykłego węża położonego wzdłuż placu to nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności schłodzenia się pod tą fontanną przejeżdżając nawet kilka razy rowerem pod fontanną. Po schłodzeniu się dodatkowo lodami i mrożoną kawą ruszyliśmy dalej postanawiając że jak tylko znajdziemy ładną plaże z dostępem do jeziora to tam się schładzamy. Taka okazja pojawiła już się po ok 6 km od Chojnic w miejscowości Charzykowy. W Charzykowy wskoczyliśmy w nasze stroje kąpielowe (które zawsze mieliśmy zapakowane w sakwach) i przyjemnie zanurzyliśmy się w jeziorku. Chwilę poleniuchowaliśmy na plaży a następnie popedałowaliśmy dalej w stronę Swornychgaci.  Po drodze zatrzymywaliśmy się na chwilę na zrobienie zdjęć ponieważ widoki na Jeziorem Charzykowskim były przecudne. Szczególnie spodobało nam się swego rodzaju molo czy platforma nad plażą (nie wiem jak to określić) w miejscowości Funka a kolejnej kąpieli nie mogliśmy sobie odmówić na dość mało zaludnionej plaży w Bachorze. Zresztą taki był plan tego dnia że jeździmy, znajdujemy ładną zatoczkę, plaże, kąpiemy się i jedziemy dalej. Jeziora tam są cudownie czyste.

Wreszcie późnym popołudniem a właściwie to już pod wieczór dotarliśmy do miejscowości Swornegacie gdzie znaleźliśmy uroczą knajpkę nad Jeziorem Krasińskim. Zamówiłam tam  lokalna potrawę o nazwie której niestety nie pamiętam ale to są placki ziemniaczano-jaglane – bardzo dobre, polecam. Z Swornegacie do Brus pędziliśmy znów Kaszubską Marszrutą ale tutaj już bez piachu, bardzo dobrze utwardzona trasa i całe szczęście że przez las bo ja miała tylko tylne oświetlenia a przednie niestety zostało w pokoju a już zmrok więc drogą byłoby kiepsko. Do Brus docieramy już mocno po zmroku mając tego dnia przejechane ponad 80 km.

Trzeci dzień to siostrzana wycieczka. Rycho postanawia polatać (albo powisieć) w Gdańsku nad klifem więc my planujemy rozpocząć wycieczkę w Żukowo. Miejscowość ta jest na trasie do Gdańska więc korzystamy z podwiezienia żeby stąd dojechać do naszej miejscowości bez konieczności robienia pętelki. Z Żukowa docieramy dość szybko do miasta które pretenduje do miana stolicy Kaszub a mianowicie do Kartuz. Planujemy zobaczyć tu zespół poklasztorny. Niestety nie udaje nam się wejść do kościoła (podobno mające bogate barokowe wyposażenie) ponieważ w kościele tłum wiernych oczekujących na przybycie biskupa. Zaglądamy zatem tylko przez główne drzwi nad którymi wisi Anioł z kosą czyli Anioł śmierci, chwilę rozmawiamy z wesołym panem który wskazuje nam jak dotrzeć do ławeczki Asesora i ruszamy dalej. Docieramy do ławeczki Asesora pedałując mocno pod górę a stamtąd podziwiamy widok na Kartuzy. Dalej ruszamy do nieukończonego zamku w Łapanicach. Trochę nadrobiłyśmy kilometrów szukając tego zamku, zrobiłyśmy właściwie niezłe kółeczko bo jadąc przez las (tłumaczy nas to że było z górki więc szybko zjeżdżałyśmy) nie zauważyłyśmy drogowskazu na Łapanice. Nie byłam pewna czy uda nam się wejść i zobaczyć ten najmłodszy zamek w Europie bo to teren prywatny ale pomimo oznaczenia, że to teren prywatny i teren budowy jest tam spora liczba zwiedzających. Znajdujemy z Betty dziurę w betonowym płocie i dostajemy się z rowerami na teren pałacu. Jest to ogromna niedokończona budowla z basenem i fontanną w środku i z (chyba) dwunastoma wieżami. Budowla tego pałacu rozpoczęła się w latach 80 i do dziś niestety nieukończona bo wpierw właściciel miał pecha i jego firma dwa razy zbankrutowała a teraz ma problemy z pozwoleniem na budowę. Ciekawa jestem jak zakończy się ten projekt bo budowla naprawdę ciekawa i szkoda że tyle pracy niszczeje.

Zdając sobie sprawę, że nie ma tutaj szans na żaden posiłek zjadamy kanapki i stwierdzamy, że szukamy teraz zatoczki do kąpieli. Znajdujemy taką w Zaworach. Tutaj właściwie szybka kąpiel bo do domu sporo jeszcze kilometrów a jakiś mały obiad jednak chcemy zjeść bo kanapki zaspokoiły owszem głód ale jakąś dobrą rybką byśmy nie pogardziły. Mały posiłek udaje nam zjeść zaraz po przebiciu się na drugą stronę jezior Raduńskich z włoska brzmiącej nazwie miejscowości Borucino. Jedzenie z małej budki ale całkiem niezłe – dobra zupa rybna. Planujemy jeszcze gdzieś w pobliżu kąpiel, również szybką jak poprzednio bo Rycho już wraca z Trójmiasta i może nas zabrać z Kościerzyny do której mamy jeszcze ok 18 km.

Pierwotnie zakładałyśmy z siostrą, że wrócimy rowerami do naszego mieszkania ale skoro możliwe było zabranie się z Ryśkiem to czemu nie. Mogliśmy tego dnia pójść na fajny koncert w Wdzydzach a jednak ponad 80 km przejechałyśmy.

Kolejnego dnia prognozy nie były zachęcające do wycieczek rowerowych. W miarę przyzwoita pogoda miała być w Trójmieście zatem postanowiliśmy przetestować ścieżkę rowerową biegnącą wzdłuż plaży z Gdyni do Gdańska.  Mile zaskoczyło mnie to że pomimo tłumów w okolicach Sopotu, Gdyni i Gdańska piesi nie wchodzili na ścieżkę rowerową tylko spacerowali na ścieżce wyznaczonej dla pieszych. Sama ścieżka rowerowa w Trójmieście dobrze przygotowana, szeroka i na której można spotkać zarówno kolarzy, sakwiarzy, rowerzystów na miejskich rowerach. Tego dnia pokonaliśmy najmniejszy dystans bo ok 50 km. Szkoda że bardzo mocny wiatr nie skłaniał do plażowania czy zanurzenia się w naszym zimnym Bałtyku.

W ostatni dzień postanowiłyśmy z siostrą zrobić trasę wokół Jezior Wdzydzkich. Rycho wybrał windsurfing więc po raz kolejny siostrzany wypad. Zanim rozpoczęłyśmy pętelkę wokół pięknych jezior Wdzydzkich i oczywiście kąpieli w tych czystych jeziorach wybraliśmy się wszyscy na wieżę widokową w Wdzydzach Kiszewskich. Spędziliśmy tutaj 5 dni a nie mieliśmy jakoś czasu dotychczas wejść na wieżę, pomimo że wstęp na wieżę możliwy jest 24h na dobę w ciągu sezonu a w nocy dodatkowo jest oświetlony. Stojąc na najwyższym punkcie wieży czyli z 36 metrów można podziwiać niesamowitą panoramę jezior wdzydzkich który swym kształtem przypomina zdeformowany krzyż. Cztery jeziora wdzydzkie ułożone są w kształcie krzyża: Gołuń, Radolne, Jelenie i Wdzydze, zwane „Kaszubskim Morzem” a na nich 9 wysp: Ostrów Wielki, Glonek, Ostrów Mały, Mielnica, Sidły, Sorka, Przerośla, Ceronek (na jeziorze Wdzydze), Ostrówek (na jeziorze Jelenie), Trzepcyn ( na jeziorze Gołuń).

Po zachwytach nad widokiem Rycho wskoczył na deskę a ja z Betty na siodełko. Pierwsza kąpiel tego dnia była dokładnie naprzeciwko naszej wieży widokowej tj. w  miejscowości Czarlina. Siostra wypatrzyła miejsce gdzie można wejść do wody z fajnym trawiastym wybrzeżem. Totalne odludzie, cudnie. Myślałyśmy że jakoś Rycho dopłynie do nas na windsurfingu ale po kąpieli, zjedzeniu kanapki czy batonika postanowiłyśmy nie czekać (stwierdzając że wiatr raczej nie sprzyjający temu kierunkowi). Dalsza trasa wokół jezior Wdzydzkich nie należała do łatwych. W większości to były drogi piaszczyste gdzie niestety nie zawsze dawałyśmy radę przejechać bo zwyczajnie zapadały się koła w piachu i musiałyśmy chwilami prowadzić rowery. Ku mojemu zaskoczeniu to były drogi również przeznaczone dla aut. Nie mogłam odmówić sobie sfotografowania „skrzyżowania” w lesie gdzie wszystkie z dróg były piaszczyste i gdzie były 3 znaki, drogowskazy na: Rów, Kozłowiec i Piechowice. Po tych piaszczystych, leśnych trasach w pierwszej napotkanej cywilizacji chciałyśmy się wykąpać ale niestety nie można tej kąpieli zaliczyć do udanych i odradzam wszystkim kąpiel w Wygodzie. Mocno nieprzyjazne grząskie dno, czułam się jak na bagnach. Za to rewelacyjna plaża, infrastruktura, molo w Borsku. Tam spędziłyśmy trochę więcej czasu, bardzo nam się tam podobało. Zapewne spędziłybyśmy tam więcej czasu ale naszemu windsurfingowcowi skończył się wiatr więc umówiliśmy się w Wdzydzach Tucholsklich. Tam też wreszcie udało się spotkać w ostatniej naszej godzinie pobytu na Kaszubach ze znajomymi. Teraz już wiem dlaczego oni tak chętnie tam wracają. My również dołączyliśmy do grona zakochanych w Kaszubach.

Reklamy
Galeria | Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże, Rower. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s